where is the end? 2010-03-05 09:47:49

Remont trwa w najlepsze. A właściwie nie remont a czekanie na meble które miały być w poniedziałek.

"- Dzień dobry, co z naszymi meblami?

- Wie pani co, w stolarni maja opóźnienie, w przyszły wtorek proszę zadzwonić, to pani podam konkretną datę realizacji zamówienia...

- Ale miało być dzisiaj!

- Ale nie bedzie..." 

:| Zatkało mnie, serio serio. Szlag człowieka trafia bo chce dobrze a cały czas wychodzi źle...

O tym, że pewnego dnia zastałam sufit w kuchni w kolorze pięknej czerwieni zamiast śnieżnej bieli to już nie napisałam i że mnie wtedy równie piękna czerwona krew zalała. Albo że kafelki źle położyli po czym z fochem wielkim poprawiali po sobie... że niby łaska.

 

To ja sobie teraz obiecałam, kolejny remont za 150 tysięcy lat, jak tylko ochłoniemy psychicznie po tym który jest teraz. A zostały nam jeszcze 3 pokoje i łazienka!

 

Natomiast z innej beczki:

Na śniadanie zjadłam jogurt o smaku wafelkowym. No bajka po prostu!

skomentuj (0)

No i ja się pytam proszę ja ciebie co dalej?? 2010-02-15 14:43:32

Remont. Stan w którym odechciewa się dosłownie wszystkiego. Mam dość zapraw murarskich, gładzi gipsowych o kolorze śnieżnej bieli, rurek PP i PR ( proszę jak kobieta szybko się uczy i potrafi rodzaj takowych rozpoznawać!), baterii, zaślepek, puszek elektrycznych, kafelek i farb lateksowych. 

Mąż i żona kupili mieszkanie do którego chcą się wprowadzić za dwa tygodnie. Niecałe. I otrzymali dzisiaj cudowną wiadomość, ze panowie fachowcy nie wiedzą czy się wyrobią do końca miesiąca. I wszystko było by ok, gdyby nie fakt iż mieszkanie, które mąż i żona zajmują obecnie, zajmować mogą jedynie do końca miesiąca bieżącego. Czyli wskazanie "niecałej dwa tygodnie". A gdzie maja mieszkać później, jak ich mieszkanie własne, za które zapłacili ciężką harówą i potem przy biurkach swych pracowniczych wielkich korporacji nie jest skończone? No szlag człowieka trafia. I cholera jasna bierze...

 

skomentuj (0)

O tym jak z małej dziurki w ścianie zrobiła się kupa gruzu. 2010-02-12 14:17:27

Przedstawiać się nie będę bo co to da. 

Helou :)

Założyłam sobie już chyba tysiącpięcsetnego bloga w moim życiu. Próbowałam wiele razy, bywało, że byłam wytrwała, ale potem to upadało. Myślę że to ze względu na to iż czytali znajomi, rodzina. Teraz obiecuję sobie, że nie dam nikomu linka. I tego muszę się trzymać. 

 

A wiec (wiem, że nie zaczyna się zdania od 'a więc') po krótce:

Mąż - sztuk 1

"kochanka"* - sztuk 1 

dzieci - brak :)

 

*żeby skojarzeń nie było - najlepsza przyjaciółka, lesbijka co prawda, ale nie wiąże nas nic poza silną przyjaźnią, chociaż kiedyś jeszcze zdarzało nam się zapomnieć :)

 

A teraz coś z mojej prozy życiowej. Kupiliśmy sobie z mężem mieszkanie. I żeby przypadkiem nie było nam za wesoło z tego powodu los postanowił nam zgotować taką oto niespodziankę, w formie dziurawego okna i trzeszczącej podłogi w sypialni. Ja nie rozumiem jak to mogło nam umknąć. I czemu nikt mi nie powiedział, że mieszkanie to jest worek bez dna. Moja wypłata już prawie wyparowała z konta, a to dopiero połowa miesiąca. Jak to moja babcia mawiała "nie rusz gówna bo zacznie śmierdzieć" czy jakoś tak, jak rozgrzebaliśmy kawałek ściany w kuchni, żeby założyć dodatkowe gniazdko bo mało mi było, to okazało się, że instalacja jest jakoś dziwacznie zrobiona co spowodowało BRAK GNIAZDKA i ... BRAK KUCHNI. Całe ściany mi przeorali w poszukiwaniu jakichś tam połączeń... no ja was proszę...

 

skomentuj (0)